...

HipnoGabinet

Pierwsza sesja hipnozy – co naprawdę dzieje się w gabinecie i dlaczego nie musisz się bać

Erwin Pitula z uśmiechem i zapraszającym gestem przed wejściem do HipnoGabinetu, w otoczeniu ogrodu.

Zwykle to ja czekam na gościa. Słyszę, jak pod gabinet podjeżdża samochód, jak trzaskają drzwi, i wychodzę, żeby przywitać człowieka, który przyjechał do mnie po raz pierwszy. Podajemy sobie ręce, zapraszam do środka. I bardzo często widzę to samo: lekko uniesione ramiona, ostrożny uśmiech, oczy, które szybko obiegają korytarz, jakby szukały czegoś dziwnego. Wiele osób przyznaje mi potem, że przez całą drogę w głowie przewijał im się cały film. A co, jeśli zrobię coś głupiego? A co, jeśli powiem coś, czego nie chcę powiedzieć? A co, jeśli nie da się mnie zahipnotyzować i wyjdę na kogoś dziwnego? A co, jeśli się nie obudzę?

Rozumiem to bardzo dobrze. Przez lata pracy z ludźmi widziałem wielu w chwili, gdy nie wiedzą, co ich czeka. Strach przed nieznanym jest jednym z najsilniejszych lęków, jakie nosimy. Działa jak gęsta mgła na drodze, w której każdy cień wygląda groźniej, niż jest naprawdę. Wystarczy jednak, że ktoś zapali światła i powie spokojnie, co jest kilka metrów dalej, a mgła przestaje straszyć.

Ten tekst jest właśnie takim zapaleniem świateł. Chcę Ci opowiedzieć, krok po kroku, jak wygląda pierwsza sesja hipnozy w moim gabinecie. Co mówię, co robię, co możesz poczuć i co dzieje się później. Kiedy wiesz, co Cię czeka, dużo łatwiej przejść przez próg i usiąść w fotelu.

Pierwsza sesja zaczyna się od czegoś zupełnie zwyczajnego. Siadamy naprzeciwko siebie, w ciepłym, cichym pokoju, często z kubkiem wody albo herbaty, i po prostu rozmawiamy. Nikt Cię od progu nie usypia, nikt nie macha przed oczami zegarkiem na łańcuszku. To jest rozmowa dwóch dorosłych ludzi, z których jeden przyszedł z jakimś kłopotem, a drugi chce ten kłopot dobrze zrozumieć i pomóc.

Pytam, co Cię do mnie sprowadza i od kiedy to trwa. Pytam, jak ten problem wygląda w zwykły wtorek, a jak w najgorszy dzień. Interesuje mnie, co już próbowałeś, co pomogło choć trochę, a co nie pomogło wcale. Najważniejsze pytanie brzmi zwykle tak: po czym poznasz, że nasza praca się udała? Jak będzie wyglądał Twój poranek, kiedy tego problemu już nie będzie? Odpowiedź na to pytanie jest dla mnie jak adres wpisany w nawigację. Bez niego możemy jechać bardzo przyjemnie, ale nie wiadomo dokąd.

Jako pielęgniarz zawsze zadaję też kilka pytań o zdrowie. Pytam o leki, o choroby przewlekłe, o padaczkę, o to, czy ktoś leczy się psychiatrycznie, czy przeżył ostatnio coś bardzo trudnego. Nie robię tego z ciekawości. Hipnoterapia jest bezpieczna dla zdecydowanej większości ludzi, ale dobry terapeuta wie, kiedy trzeba zwolnić, zmienić sposób pracy albo najpierw odesłać kogoś do lekarza. Wszystko, co mi powiesz, zostaje między nami.

Ta rozmowa nie jest stratą czasu przed „właściwą” hipnozą. To fundament, na którym stawiamy cały dom. Często już w trakcie niej ludzie mówią, że coś im się poukładało, bo pierwszy raz opowiedzieli swoją historię komuś, kto słuchał bez oceniania. Wiem też dobrze, że nie każdy na pierwszym spotkaniu opowie wszystko od początku do końca, i to jest zupełnie w porządku. Dopiero się poznajemy, a zaufanie rośnie powoli, jak drzewo, a nie jak grzyb po deszczu. Mówisz tyle, ile chcesz, a resztę możemy odkrywać razem na kolejnych spotkaniach.

Zanim zaproszę Cię do transu, zawsze opowiadam, czym hipnoza jest, a czym nie jest. Większość lęków przed pierwszą sesją pochodzi z filmów i z hipnozy scenicznej, gdzie ludzie gdaczą jak kury albo zasypiają na zawołanie. To jest widowisko, a widowisko rządzi się swoimi prawami. W gabinecie nie ma publiczności, nie ma pokazu i nie ma nikogo, kto chciałby Cię ośmieszyć.

Hipnoza nie jest snem. Przez cały czas słyszysz mój głos, wiesz, gdzie jesteś, i możesz w każdej chwili otworzyć oczy. Najlepiej porównać ją do stanu, który zna każdy z nas. Prowadzisz samochód znaną trasą i nagle orientujesz się, że minąłeś trzy miejscowości, a myślami byłeś zupełnie gdzie indziej. Albo czytasz wciągającą książkę i nie słyszysz, że ktoś woła Cię na obiad. Uwaga zawęża się wtedy do jednej rzeczy, a reszta świata cichnie i odsuwa się na bok. Tak właśnie wygląda trans.

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne opisuje hipnozę jako stan świadomości ze skupioną uwagą i zmniejszoną świadomością otoczenia, w którym człowiek łatwiej reaguje na sugestie. Lubię tę definicję, bo nie ma w niej nic magicznego. Jest skupienie, jest spokój i jest większa otwartość na zmianę.

Nie tracisz też kontroli. Nikt nie jest w stanie zmusić Cię w hipnozie do zrobienia czegoś, czego nie chcesz, ani wyciągnąć z Ciebie tajemnic. Jeśli zaproponuję coś, co Ci nie pasuje, Twój umysł po prostu tego nie przyjmie, tak samo jak nie przyjąłby tego na jawie. Mówię wtedy często, że w hipnozie to Ty trzymasz kierownicę, a ja tylko siedzę obok i czytam mapę.

Nie da się również „nie obudzić”. Gdybym w trakcie sesji wyszedł z pokoju i nie wrócił, po prostu otworzyłbyś oczy po kilku minutach albo zapadłbyś w zwykłą drzemkę i obudził się wypoczęty. Trans to nie jest miejsce, w którym można utknąć. To raczej ciepła woda, w której się leży, i z której zawsze można wstać.

Kiedy wszystkie pytania są zadane, a Ty czujesz się gotowy, siadasz w wygodnym fotelu. Nie trzeba się przebierać ani niczego zdejmować. Fotel da się wyregulować, odchylić oparcie i ustawić tak, żeby głowa, plecy i nogi znalazły swoje miejsce. Ciało, któremu jest wygodnie, dużo chętniej odpuszcza.

Proszę Cię wtedy o coś bardzo prostego. Na przykład, żebyś znalazł jakiś punkt na suficie i patrzył na niego, podczas gdy ja mówię spokojnie i powoli. Albo żebyś skupił się na oddechu i zauważał, jak każdy wydech jest odrobinę dłuższy od poprzedniego. Powieki zaczynają się robić ciężkie, jak u dziecka, które walczy ze snem przy wieczornej bajce, i w pewnym momencie same chcą się zamknąć. Nie musisz niczego robić na siłę. Moja rola polega na tym, żeby prowadzić, a Twoja tylko na tym, żeby iść za moim głosem w swoim tempie.

Potem schodzimy głębiej. Czasem prowadzę Cię w wyobraźni po schodach w dół, stopień po stopniu, czasem nad spokojną wodę, czasem do miejsca, które sam wybierzesz, bo jest Twoje i bezpieczne. Ciało staje się cięższe albo przeciwnie, bardzo lekkie, jakby unosiło się na powierzchni jeziora. Oddech zwalnia. Myśli przestają skakać jak wróble po gałęziach i zaczynają płynąć wolniej, jak liście po rzece.

Na pierwszej sesji zwykle nie rzucam się od razu na najtrudniejszy temat. Najpierw chcę poznać, jak Ty wchodzisz w trans. Każdy człowiek robi to trochę inaczej, tak jak każdy inaczej zasypia. Jeden zapada w ciszę po dwóch minutach, drugi potrzebuje kwadransa, trzeci długo pilnuje każdego słowa, zanim pozwoli sobie odpuścić. Żaden z tych sposobów nie jest gorszy. Muszę po prostu poznać Twój, żeby na następnych spotkaniach prowadzić Cię dokładnie tą drogą, która jest dla Ciebie najkrótsza.

Dlatego proponuję kilka prostych doświadczeń. Mogę na przykład poprosić, żebyś wyciągnął przed siebie ręce i wyobraził sobie, że do jednej przywiązany jest wielki balon wypełniony helem, a w drugiej trzymasz ciężkie wiadro z wodą. Po chwili wiele osób ze zdziwieniem otwiera oczy i widzi, że jedna ręka powędrowała w górę, a druga opadła w dół, choć nikt ich nie ruszał. Mogę poprosić, żebyś splótł dłonie, wyprostował palce wskazujące i wyobraził sobie, że są jak dwa magnesy, które się do siebie przyciągają. Mogę też zaproponować, żebyś poczuł, że powieki są tak ciężkie i tak przyjemnie sklejone, że nie chce Ci się ich otwierać. Czasem prowadzę Cię do kuchni, w której kroisz soczystą cytrynę, i ślina sama napływa do ust.

To nie są sztuczki ani egzaminy. To jest dla mnie jak strojenie instrumentu przed koncertem. Widzę, czy Twój umysł lepiej reaguje na obrazy, na dźwięki czy na odczucia w ciele. Widzę, czy łatwiej wchodzisz w trans przez rozluźnienie, czy przez zaciekawienie. Widzę, jak głęboko pozwalasz sobie zejść za pierwszym razem i co Ci w tym pomaga. Sam też to widzisz, i to jest często najpiękniejszy moment pierwszej sesji. Człowiek, który przyszedł przekonany, że „na pewno się nie da”, otwiera oczy, patrzy na swoją uniesioną rękę i zaczyna się śmiać. Po raz pierwszy czuje na własnej skórze, że jego wyobraźnia potrafi poruszyć ciało. A skoro potrafi poruszyć rękę, to potrafi też poruszyć lęk, napięcie czy stary nawyk.

Bardzo ważne jest dla mnie jedno. Na pierwszej sesji nie da się „oblać”. Jeśli ręka nie uniesie się nawet o centymetr, to też jest dla mnie cenna informacja, a nie porażka. Badacze od lat pokazują, że podatność na hipnozę różni się między ludźmi, ale zdecydowana większość z nas potrafi wejść w trans wystarczająco głęboki, żeby zmiana była możliwa. Co więcej, z każdą kolejną sesją przychodzi to łatwiej, bo umysł uczy się tej drogi jak ścieżki w lesie, którą przechodzi się coraz pewniej. Do dobrej hipnoterapii nie potrzebujesz głębokiego transu jak z filmu. Potrzebujesz chęci, odrobiny ciekawości i zaufania, które budujemy razem od pierwszych minut rozmowy.

Jeśli zostaje czas, a Ty czujesz się dobrze, już na pierwszej sesji robimy pierwszy krok w stronę Twojego celu. Często jest to praca nad spokojem i siłą wewnętrzną, czyli coś, co wzmacnia Cię jak dobre fundamenty, zanim zaczniemy przestawiać ściany. Wiele osób wychodzi z tego pierwszego spotkania z poczuciem, że po raz pierwszy od dawna w ich głowie zrobiło się cicho.

Z transu wracamy powoli i łagodnie. Liczę zwykle od jednego do pięciu albo do dziesięciu i z każdą liczbą wracasz bardziej tutaj, do pokoju, do fotela, do dźwięków z zewnątrz. Ręce i nogi odzyskują zwykłą lekkość, oddech się pogłębia, a na końcu otwierasz oczy, kiedy jesteś gotowy. Nikt Cię nie wyrywa z tego stanu gwałtownie, jak budzik o szóstej rano.

To, co ludzie mówią po pierwszym transie, jest zaskakująco podobne. Często dziwią się, ile minęło czasu. Ktoś przesiedział w fotelu ponad godzinę, a jest przekonany, że minęło dwadzieścia minut. Inni mówią, że czuli się jak po bardzo dobrym śnie, choć przez cały czas wszystko słyszeli. Jeszcze inni opisują przyjemną ciężkość w ciele, ciepło w dłoniach, mrowienie albo wrażenie, że ciało było bardzo daleko, a myśli bardzo blisko. Bywa też, że ktoś czuje się trochę rozespany i potrzebuje kilku minut, żeby wrócić do pełnej czujności. Dlatego zawsze zostawiam chwilę na rozmowę po sesji, na szklankę wody i na spokojne zebranie się do drogi.

W tej rozmowie pytam, co przeżyłeś, co było przyjemne, a co dziwne. Twoje odpowiedzi są dla mnie mapą na kolejne spotkania. Ustalamy też, co możesz robić sam w domu. Czasem dostajesz krótkie ćwiczenie oddechowe, czasem nagranie albo jeden obraz, do którego masz wracać wieczorem przed snem.

Najczęstsze słowo, jakie słyszę po pierwszej sesji, to „spokój”. Drugie to „myślałem, że to będzie coś zupełnie innego”. I zwykle jest to powiedziane z ulgą.

Część osób pracuje ze mną przez internet i pierwsza sesja online wygląda bardzo podobnie. Różni się tylko tym, że to Ty przygotowujesz swój gabinet. Prosimy domowników, żeby nie wchodzili do pokoju przez najbliższe dwie godziny, wyciszamy telefon, zamykamy drzwi przed psem, który bardzo chciałby uczestniczyć. Siadasz w wygodnym fotelu albo na kanapie, nigdy za kierownicą samochodu i nigdy w miejscu, w którym musisz pilnować czegokolwiek innego.

Zanim zaczniemy, zawsze ustalamy, co robimy, gdyby połączenie zostało przerwane. Najczęściej umawiamy się, że jeśli obraz zniknie, po prostu otworzysz oczy, weźmiesz kilka głębszych oddechów i poczekasz, aż zadzwonię. Trans przerwany w ten sposób nie jest niczym groźnym. To tak, jakby ktoś przerwał Ci czytanie książki: odkładasz ją i wracasz do pokoju. Dla wielu osób sesja z własnego domu jest zresztą łatwiejsza, bo nie muszą nigdzie jechać, a ciało szybciej odpuszcza w znanym otoczeniu. Więcej o tym piszę na stronie o hipnoterapii online.

Powiem to wprost. Hipnoterapia jest wsparciem, a nie zastępstwem leczenia. Ale w tej roli potrafi zdziałać naprawdę dużo, a jej efekty potrafią zaskoczyć nawet mnie, choć widziałem już wiele. Ludzie, którzy latami nosili w sobie lęk, napięcie czy nieprzespane noce, potrafią po kilku sesjach mówić o sobie zupełnie innym głosem. Właśnie dlatego tak chętnie ją polecam. Żeby jednak mogła dobrze działać, musi stać na bezpiecznym gruncie. Jeśli masz objawy, które nie zostały jeszcze zbadane, na przykład bóle w klatce piersiowej, duszność czy omdlenia, najpierw idź do lekarza. Jeśli chorujesz na padaczkę, psychozę, ciężką depresję albo leczysz się psychiatrycznie, powiedz mi o tym przy pierwszym kontakcie, a wspólnie ustalimy, czy i jak możemy pracować. Na sesję przychodzisz trzeźwy, bez alkoholu i bez innych substancji. A jeśli przeżywasz kryzys i masz myśli o odebraniu sobie życia, zadzwoń pod numer alarmowy 112 lub 999 albo do Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym pod numer 800 70 2222. Dla dzieci i młodzieży działa telefon zaufania 116 111, a ogólny numer wsparcia emocjonalnego to 116 123.

Nie piszę tego, żeby Cię wystraszyć. Piszę to, bo dobra pomoc zawsze zaczyna się od bezpieczeństwa.

Po wielu latach pracy z ludźmi wiem jedno. Najtrudniejszy moment całej terapii to zwykle nie jest ta chwila w fotelu, z zamkniętymi oczami. Najtrudniejszy jest moment, w którym trzeba podnieść telefon i zadzwonić. Potem wszystko robi się prostsze.

Spotkanie trwa zazwyczaj około dwóch godzin, a czasem tyle, ile potrzebujesz. Nie pracuję z zegarkiem w ręku, bo na pierwszej sesji potrzebujemy czasu na spokojną rozmowę, na poznanie się i na pierwszy trans, a nikt nie powinien wychodzić ode mnie w pół zdania. Na każdym etapie spokojnie wyjaśniam, co będziemy robić i czemu to służy. To ja prowadzę, a Ty możesz po prostu przyjść taki, jaki jesteś, ze swoimi obawami, ze swoją ciekawością i z pytaniami, które od dawna nosisz w kieszeni.

Uczciwie powiem też, że nie obiecuję cudów po jednym spotkaniu. Każdy człowiek i każdy problem są inne, a hipnoterapia to wspólna praca, a nie zaklęcie. Mogę Ci jednak obiecać, że na pierwszej sesji nie wydarzy się nic złego, że przez cały czas będziesz bezpieczny i że to Ty decydujesz, jak daleko idziemy. Większość osób wychodzi ode mnie spokojniejsza, niż weszła, i z ciekawością tego, co będzie dalej.

Przyjmuję w HipnoGabinecie w Bardzie, w województwie świętokrzyskim. Przyjeżdżają do mnie ludzie z Kielc, Staszowa, Ostrowca Świętokrzyskiego, Starachowic, Pińczowa i z wielu mniejszych miejscowości regionu świętokrzyskiego, a z dalszych stron Polski i z zagranicy pracujemy online. Jeśli wciąż nie wiesz, czy hipnoza jest dla Ciebie, zadzwoń na bezpłatną, około 15-minutową rozmowę telefoniczną. Opowiesz mi, z czym przychodzisz, zapytasz o wszystko, co Cię niepokoi, a ja szczerze powiem, czy i jak mogę Ci pomóc. Więcej o samej metodzie przeczytasz na stronie o hipnoterapii, a o tym, co ciekawego potrafi zrobić umysł w transie, w artykule o fenomenach hipnotycznych.

Zapal światła. Mgła na drodze do gabinetu jest zawsze gęstsza z daleka niż z bliska.

Najczęstsze pytania o pierwszą sesję hipnozy

Jak wygląda pierwsza sesja hipnozy? Zaczyna się od spokojnej rozmowy o tym, z czym przychodzisz, o Twoim celu i o zdrowiu. Potem wyjaśniam, czym jest hipnoza, i prowadzę Cię w pierwszy, łagodny trans. Zwykle sprawdzamy, jak Twój umysł wchodzi w trans i jak głęboko potrafisz w nim być, a na koniec rozmawiamy o tym, co przeżyłeś.

Czy na pierwszej sesji hipnozy można stracić kontrolę? Nie. W hipnozie przez cały czas słyszysz głos terapeuty, wiesz, gdzie jesteś, i możesz w każdej chwili otworzyć oczy. Nikt nie może zmusić Cię do zrobienia czegoś wbrew Twojej woli ani wyciągnąć z Ciebie tajemnic.

Co jeśli nie da się mnie zahipnotyzować? Na pierwszej sesji nie da się „oblać”. Ludzie różnią się podatnością na hipnozę, ale większość potrafi wejść w trans wystarczająco głęboki do pracy terapeutycznej, a z każdą sesją przychodzi to łatwiej. Do skutecznej hipnoterapii nie jest potrzebny bardzo głęboki trans.

Czy można nie wybudzić się z hipnozy? Nie. Trans nie jest stanem, w którym można utknąć. Gdyby terapeuta przestał mówić, po kilku minutach otworzyłbyś oczy sam albo przeszedłbyś w zwykłą drzemkę i obudził się wypoczęty.

Ile trwa pierwsza sesja hipnozy? Zazwyczaj około 120 minut, a czasem tyle, ile klient potrzebuje. W tym czasie jest rozmowa wstępna, pierwszy trans i spokojna rozmowa po sesji.

Jak się czuje człowiek po pierwszej sesji hipnozy? Najczęściej spokojnie i lekko, czasem trochę sennie. Wiele osób jest zaskoczonych, że czas minął dużo szybciej, niż się wydawało. Po sesji zostawiam chwilę na rozmowę i powrót do pełnej czujności.

Czy pierwszą sesję hipnozy można odbyć online? Tak. Sesje online prowadzę przez połączenie wideo. Przed rozpoczęciem ustalamy, co robimy, gdyby połączenie zostało przerwane, a Ty przygotowujesz ciche, wygodne miejsce, w którym nikt Ci nie przeszkodzi.

O autorze

Erwin Pitula jest magistrem pielęgniarstwa, specjalistą pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki, ratownikiem medycznym i certyfikowanym hipnoterapeutą. Od dziewiętnastu lat pracuje w Państwowym Ratownictwie Medycznym i uczestniczy w czteroletnim szkoleniu psychoterapeutycznym w nurcie poznawczo-behawioralnym. Jest także bioenergoterapeutą. W HipnoGabinecie w Bardzie oraz podczas sesji online łączy hipnoterapię z elementami terapii poznawczo-behawioralnej.

Artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje diagnozy, porady lekarskiej ani leczenia. Opisane doświadczenia klientów są złożone z wielu podobnych historii i nie dotyczą konkretnych osób.

Bibliografia

Elkins, G. R., Barabasz, A. F., Council, J. R., Spiegel, D. (2015). Advancing research and practice: The revised APA Division 30 definition of hypnosis. International Journal of Clinical and Experimental Hypnosis, 63(1), 1–9. DOI: 10.1080/00207144.2014.961870.

Yapko, M. D. (2012). Trancework: An Introduction to the Practice of Clinical Hypnosis (4th ed.). New York: Routledge.

Przewijanie do góry